#SYLWESTROWY POŚPIECH, CZYLI JAK NIE ZWARIOWAĆ

Witam po dłuższej przerwie..  tyle tematów do pisania miałam na grudzień, ale typowo: złośliwość rzeczy martwych (albo nawet sieciowych) skutecznie mi to uniemożliwiła. Od ostatniego postu nie miałam dostępu do bloga, kompletny brak możliwości zalogowania się.. próbowałam wszystkiego, ale na szczęście są jeszcze dobre istoty na tym świecie, więc blog został uratowany:) (więcej…)

#NOWE CELE = ZMIANY

Zaczynając pisać ten tekst zastanawiam się – dlaczego wenę na pisanie mam zawsze późnym wieczorem?! Przez to (DZIĘKI TEMU:) zazwyczaj się nie wysypiam, bo nie spocznę, póki nie skończę..
A dzisiaj trochę o zmianach, bo jedyna stała w życiu rzecz, to to… że  będą zmiany :-)

Zazwyczaj planujemy się zmienić lub coś zmienić wkraczając w Nowy Rok. Tak już zostało ogólnie przyjęte, żeby wyznaczyć swoje postanowienia i się ich trzymać, bo przecież Nowy Rok to Nowa/y Ja i Nowe Cele! Ale ile ich tak na prawdę wypełniamy? Trzymamy się ich przez cały czas na jaki je sobie wyznaczyliśmy? Dlaczego już 1 stycznia pojawia się ta Twoja ciemniejsza strona mocy szepcząca złośliwie na ucho „Zacznę od jutra… przecież dzisiaj 1 stycznia, wolne… trzeba odpocząć, a nie tak się katować już od pierwszego dnia.” I tu jest całe sedno. Nasze nowe cele kończą się zazwyczaj w chwili, kiedy je sobie wyznaczyliśmy. Mamy poczucie, że robiąc tę coroczną listę mamy już odhaczony ten cel, żeby to mieć NOWE CELE, które z każdym dniem gasną w nas z powodu braku motywacji.

A co jeśli jednak podejmujemy się dokonania zmiany?

[Do wpisu zainspirowała mnie książka, którą czytam przy okazji pisząc pracę dyplomową. Jest dość króka, ale jaka rzeczowa i wartościowa! Mowa o dziele M. Blanchard, D.W. Edington – „Jednominutowy Menedżer. Równowaga życia i pracy.]


Człowiek chce zmian kiedy jest albo pod presją i czuje się tak źle, że jedyne wyjście to zmiana lub jeśli coś bardzo pozytywnie go zmotywowało (np. uczucie zakochania często temu sprzyja). Utwierdziłam się w tym, że jeśli zachowujemy pewną równowagę w życiu, to nie potrzebujemy częstych zmian (jednak dobrze jest czasem  wyznaczyć jakieś nowe cele, żeby nie zwiędnąć w swojej już wyrobionej strefie komfortu).

A co z tą równowagą?

Stres i przemęczenie powoduje zachwianie naszej harmonii, na którą składają się:
– wysokie poczucie autonomii (wiele możliwości rozwoju, wysoka kontrola nad własnym życiem, realizowanie celów)
więzi z innymi ludźmi (przyjaciele, dobre stosunki ze współpracownikami itp.)
(motywacja, cel życia, poczucie sensu)
– samopoczucie (wygląd, samoocena, zdrowie, poziom energii)
Jeśli zaniedbamy jeden element (np. nie idzie nam w pracy), pojawia się tzw. EFEKT DOMINO, który powoduje zachwianie pozostałych elementów (np: stracenie poczucia autonomii-> irytacja-> pogorszenie relacji z ludźmi-> tracenie perspektywy-> zapomnienie o diecie, sporcie -> ogromny stres), czyli przestają one działać jak należy. Dlatego warto dbać o każdy z nich, a jesli wszystkie się posypią – warto zacząć od zmiany samopoczucia, na co mamy realny wpływ. Można zacząć od najprostszych rzeczy – zacząć ćwiczyć / więcej się ruszać (zamiast tramwaju – czasem się przespacerować, zamiast jeździć windą – wejść schodami) oraz zdrowo (i smacznie) się odżywiać.
Dzięki dobremu samopoczuciu, zaczniemy odzyskiwać poczucie wpływu na własne życie, co z kolei pozwoli nam spojrzeć na wiele aspektów pod innym kątem (zmieni się perspektywa). Gdy towarzyszy nam dobre samopoczucie, automatycznie poprawia się jakość kontaktów.

Wiedza na temat właściwego trybu życia, chęć zmiany nawyków – to początek. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest zamiana tego CZYN.


Dlaczego ludziom trudno jest wprowadzać zmiany?

Dyskomfort, zakłopotanie, skrępowanie, czy nieśmiałość – to uczucia, które zazwyczaj nam towarzyszą na początku. Dyskomfort psychiczny jest całkowicie normalny w każdej nowej sytuacji. Mamy przeświadczenie, że aby wprowadzić konkretne zmiany, musimy z czegoś zrezygnować, zamiast pomyśleć inaczej: ile dzięki temu zyskamy!
Często też ludzie po wprowadzeniu zmian i zrealizowaniu swoich celów wracają do starych nawyków (diety, diety, diety..). Mają pogląd, że zrobili swoje i można wrócić do „starego” życia, albo cel był zbyt mało wymagający i nie odczuli ile wysiłku w to włożyli.
Pokusy czyhają wszędzie. Trzeba będzie być na tyle silnym i zdeterminowanym, by odmówić sobie tego, co źle na nas działa. Można też użyć pewnej formy przymusu.. (dlaczego ludzie dopiero po zawałach zmieniają tryb życia?). Kiedy wiesz, że coś jest szkodliwe i już Ci zaszkodziło, wtedy najczęściej dokonujesz jakichś zmian.
Dobrze też jeśli masz opracowany/ rozpisany plan działania – łatwiej jest się go trzymać i odhaczać kolejne kroki ku osiągnięciu celu.
Bardzo ważne jest też wsparcie bliskich.. zmiany w pojedynkę są bardzo trudne.

Myślę, że warto jest sobie to wszystko poukładać. Szybko postanawiamy w sobie coś zmienić, ale róznie szybko się zniechęcamy, dlatego dobrze jest wiedzieć po co nam dany cel, i dlaczego nam na nim zależy. Być może są inne rzeczy, które sprawiają nam większą przyjemność i dany cel wcale nie jest nam potrzebny w życiu do bycia szczęśliwym? Patrzmy realnie i patrzmy na siebie. Przecież w życiu trzeba być trochę egoistą 😉

Fajnie, jeśli trochę pomogę Ci przy realizacji celów. Wiadomo, że jest to trudne, ale jeśli zrodzi sie już w Twojej głowie pomysł na jakąś pozytywną zmianę, to kurczowo sie tej myśli trzymaj.
Ja już wprowadziłam w swoje życie kilka zmian, ale o nich w innym poście, żeby za wiele od razu nie pisać. I tak się rozpisałam.. dlatego gratuluję Ci jeśli dotrwałeś/aś do końca czytając moje nocne wypociny;-)


I pamiętaj, że: „Czyny, a nie obietnice prowadzą do prawdziwej zmiany” ! :)

#BACK IN THE GAME!

Po dłuższej przerwie wracam do internetów! Przyznam, że się stęskniłam. Od ostatniego wpisu minął praktycznie miesiąc.. sporo. Dużo chorowałam w październiku. Człowiek leżąc w łóżku tyle czasu ma na prawdę wszystkiego dość, a jak w końcu wstanie – WIELKĄ chęć życia, wychodzenia, spacerowania, spotykania się ze znajomymi, picia kawy w mieście (?!), pracowania, wyznaczania celów i realizowania się w nowych rzeczach! Też tak macie?! (więcej…)

#JESIENNE ROZKMINY

Długo się zastanawiałam jak zatytułować ten wpis i „Jesienne Rozkminy” wydawał się najbardziej pasujący. Nie wiem co się wokół dzieje z ludźmi, ale każdy jest chory, smutny.. Przytłaczająca jesienna rzeczywistość. Sama łapię się na tym, że coraz częściej miewam różne stany depresyjne, rozkminy egzystencjalne itp.. Czy to właśnie jest dorosłość?! Jeśli tak to ma wyglądać, to już zawsze chcę zostać dzieckiem. Gdzieś ostatnio czytałam mądry artykuł właśnie na ten temat i tak mnie wzięło na rozkminy. Przecież dzieci nie tracą radości życia z każda jesienią. Tak jak i latem czy wiosną wstają rano pełne pozytywnej energii i chęci do zabawy. Nie patrzą na to, że słońce chowa się szybciej, że jest zimno. Każda pora jest dobra na spacer, wyjście na podwórko i dobrą zabawę! Nie zwalają złego samopoczucia na pogodę, to wszystko zaczyna dziać się z czasem.
Pytanie: Jak? co jest tego powodem? My dorośli? Skąd wzięło się to całe narzekanie? I dlaczego co roku dzieje się dokładnie to samo?


Wiem, że może być to zagadka nie do rozwiązania, bo każdy pewnie ma swoje osobiste powody i ta pora roku tylko to potęguje. Jasne, że nikt nie lubi kiedy Lato odchodzi, przyroda „umiera”, robi się coraz zimniej i szarzej.. Ja jednak nie chcę już dłużej biernie się temu przyglądać i nic z tym nie robić. Wiem, że nie pomogę każdej smutnej istocie na tym świecie, mimo ogromnych chęci.. Ale nie lubię szerzącego się smutku, zauważyliscie kiedyś, że to samo się nakręca? Potem ciężko z tego wyjść.

Ostatnio na studiach mieliśmy tak przydatne narzędzia do poznania siebie, że nie byłabym sobą gdybym się tym od razu nie podzieliła. Myślę, że każdemu może to choć trochę pomóc w walce z taką „jesienną deprechą”. Ja zaczynam się dopiero zagłębiać w tę tajemną wiedzę, ale wiem że to mi bardzo pomoże, z resztą już trochę pomogło.


Dlaczego ludzie tracą sens istnienia i częściej są smutni?
BO NIE MAJĄ W ŻYCIU CELÓW.

Albo mają, tylko że zbyt duże żeby szybko je osiągnąć i tracą zapał i motywację do działania. Dlatego ważne jest, by taki ogromny cel podzielić na mniejsze, które krok po kroku jak będziemy wypełniać, to w końcu doprowadza nas do tego wielkiego głównego celu. Tak, wiem – prosto napisać, gorzej wykonać. Ale gdyby się nad tym porządnie zastanowić to ma to sens i jest do zrobienia. Tylko trzeba nad tym usiąść i pomyśleć: JAKIE MASZ NAJWAŻNIEJSZE WARTOŚCI W SWOIM ŻYCIU? i w jakim stopniu jesteś z nich zadowolony? Od 0-100%, Jeśli jest coś co jest dla Ciebie ważne, ale nie jesteś z tego zadowolony – chyba pora to zmienić. Często trzeba poświęcić coś kosztem czegoś, więc jeśli z czegoś jesteś bardzo zadowolony, to być może powinieneś zrezygnować z części czasu, który poświęcasz na daną wartość na rzecz wartości, z której nie jesteś do końca zadowolony? Jest to tzw. koło życia, przykładowe masz rozpisane poniżej.

Warto się nad tym zastanowić – dokąd w życiu zmierzam? Mi osobiście to koło bardzo pomogło i nakreśliło drogę, którą powinnam obrać i każdemu bardzo polecam!

Kolejna rzecz – na podstawie „Koła życia” nakreśl sobie cele! Nejlepiej metodą SMART – czyli by były:
S – (Simple) PROSTE
M – MIERZALNE
A – AMBITNE
R – REALNE
T – TERMINOWE

Zauważ, że coś w tym jest – cel nie może być zbyt trudny do osiągnięcia, bo inaczej tracisz motywację by go zrealizować. Powinien też być łatwy do określenia, zmierzenia, (np. przerobię 1 dział nauki hiszpańskiego tygodniowo). Powinien też być na tyle ambitny, że po jego osiągnięciu zapragniesz mieć wiecej i więcej! Taki samonakręcający Cię cel:) Łatwe cele przecież wcale nie sprawiają nam radości i satysfakcji z osiągnięcia ich. Jak zrobimy coś, co było wcześniej dla nas sporym wyzwaniem to dopiero czujemy satysfakcję! Pamiętej też, że cel nie może być zbyt wygórowany, ale REALNY do osiągnięcia. Jeśli ktoś już czegoś dokonał kilka razy, czemu Tobie miałoby nie wyjść? I tak na koniec – niech Twój cel będzie terminowy – żebyś miał ramy do kiedy go wykonać. Jeśli tego nie będzie, prawdopodobnie nigdy go nie osiągniesz..przecież zawsze będziesz miał na to czas. Przykład: „Skończę pierwszy kurs hiszpańskiego do końca 2015”.

Uważam tę metodę za jedną z lepszych. Jest konkretna i pomocna. Kiedy już wyznaczysz swoje cele i zastanowisz się co powinieneś zrobić, by zacząć, zrób po prostu pierwszy krok w tym kierunku. Ważne jest przecież by się choć ruszyć z miejsca. Wtedy jesteś o ten krok bliżej celu niż jak gdybyś siedział i nic nie zrobił. Dlatego każdemu z Was życzę powodzenia w wyznaczaniu i realizacji celów!
Po to żyjemy, by wyznaczac nowe cele i realizować się w nich.

A na koniec – każdemu smutasowi życzę odnalezienia w sobie chociaż odrobiny dziecka i czerpania z tego radości:))


Zgadzasz się ze mną? A może myślisz inaczej? Zachęcam do dyskusji i opinii w komentarzach, pogadajmy o ważnych tematach :)

#ZUPA KREM = MÓJ NOWY HIT

Dzisiaj nadeszła historyczna chwila..;D mianowicie ugotowałam pierwszą w swoim życiu zupę! Przełamałam się w końcu i spędziłam w kuchni trochę dłużej niż 30min. I wiecie co? Nie było tak źle:D dla mnie to wyczyn i może dla kogoś to śmieszne albo dziecinne, ale jestem dumna. Spodobało mi się na tyle, że zapragnęłam robić więcej takich eksperymentów:) (więcej…)

#SPOSÓB NA PYSZNY I ZDROWY DESER

Kocham zdrowo jeść, ale nie lubię siedzieć długo w kuchni.. dlatego tym bardziej cenię sobie szybkie w wykonaniu dania, które nie pochłoną mi całego dnia:-) Oczywiście takie danie musi też dobrze smakować, dlatego dzisiaj się podzielę moim wakacyjnym odkryciem, które jest idealne zarówno na śniadanie, deser, czy na zdrowszą przekąskę w ciągu dnia.


Przepis odkryty przypadkiem (ten akurat był na nasionkach chia, które gdzieś chciałam dodać) i jak zawsze troszeczkę go zmodyfikowałam.


POTRZEBUJESZ:

-nasionka chia (2 łyżki stołowe)

– 1/4 szklanki mleka (takie jakie pijesz: zwykłe, bez laktozy, ryżowe, kokosowe, migdałowe..)

– mały jogurt naturalny

– owoce ( ja dodałam borówki, banana, maliny)

– wiórki czekoladowe (ok.1 łyżeczka, ale może być więcej)

– łyżeczka cukru trzcinowego dla smaku


Najpierw: wsyp nasionka do miski/ słoika i zalej mlekiem. Odczekaj aż napęcznieją – ja zazwyczaj wstawiam to na noc do lodówki i rano już mam to z głowy. Teoretycznie można odczekać 15min. Następnie dodaj jogurt, łyżeczkę cukru trzcinowego, owoce (wg upodobań, ją dodaję ich na prawdę sporo), posyp czekoladą i voila!


Danie gotowe do jedzenia. Smacznego!


Zapraszam do dzielenia się w komentarzach opiniami i dajcie znać czy robiliście już takie deserki :) Może ktoś ma inny pomysł? Chętnie poczytam:-)

#LONG GREY DRESS

Dzisiaj kolejna stylówka, tym razem coś nowszego, już nie sprzed roku  i mimo, że czerni jest dużo, to tym razem też nie czarna mamba :)
Jesień chyba przyszła na dobre, a ja wciąż tęsknię za latem, dlatego ubiór nie jest typowo jesienny. Przełamałam go długą popielatą sukienką, która jednak bardziej przypomina mi lato. (więcej…)