pomoc

#PRZEPRASZAM, ŻE CHCIAŁAM POMÓC – czyli rozterki z dobrego serca

Dzisiejeszy tekst inspirowany jest życiem.. dodam nawet, że na moim własnym doświadczeniu: Odkąd pamiętam jestem osobą bardzo wrażliwą na cierpienie innych, mój poziom empatii jest niebezpiecznie wysoki.. i właśnie czasem chyba mnie to gubi. Lubię wspierać różnego rodzaju akcje charytatywne. Wspieram też grajków na ulicy, czy innych artystów – bo sztuka jest sztuką i czuję, że potrzebuję to robić. Tym bardziej jeśli ktoś uczciwie chce zarobić dając uliczne show ku uciesze przechodniów i spowodować wyrwanie z codziennego rytmu, pośpiechu, zatrzymanie się na chwilę i po prostu podziwianie.

Ale co w przypadku osób, które po prostu żebrzą? Nie robią zupełnie nic w kierunku poprawy swojego losu? Tutaj zawsze pojawia się dylemat. Bo z jednej strony jest mi ich szkoda, natomiast z drugiej – w większości same są sobie winne, a najgorsze jest to, że nie robią zupełnie nic ze swoim życiem skazując się na łaskę przechodniów, którzy być może się zlitują nad ich losem.. Poza tym – dlaczego ludzie, którzy sami ciężko pracują na swoje pieniądze, standard życia mają się ot tak pozbywać swoich – podkreślam – ciężko zarobionych pieniędzy?! To nie fair. Ludzie mają różne szanse i różne predyspozycje do pracowania na swoje utrzymanie, ale do cholery, to nie wporządku, że mieliby się pozbywać nawet jakiegoś odsetka tego, na co sami cięzko sobie zapracowali.
Zawsze mnie to denerwuje, kiedy ktoś chodzi i prosi o kasę. Tak po prostu – za darmo, bez jakiejkolwiek wartości dodanej, albo z pretensjami, że ktoś ma, a on nie. Z tą różnicą, że właśnie ten ktoś być może musiał wiele poświęcić, by żyć tak jak żyje, by mieć tyle ile ma.
A kiedy ludzie tak proszą rzekomo na jedzenie – przecież ja nigdy nie wiem na co ją wydadzą, heloł! Sama czasem nie mam za wiele i tym bardziej głupio mi kiedy jestem w takiej sytuacji – bo z jednej strony jest mi zawsze szkoda np. babinek w podeszłym wieku siedzących gdzieś na skraju schodków w mieście, które faktycznie mogły stracić swój dobytek na starość, ale z drugiej strony kiedyś czytałam artykuł o podkładanych bezdomnych, którzy są dokarmiani przez kogoś, a to co zbiorą ląduje gdzieś. Na tyle to na mnie oddziałało, że od tamtej pory przestałam rzucać jakimś przysłowiowym groszem. Nie żebym robiła to jakoś mega często, ale w bardzo nielicznych przypadkach jednak tak.

Wracając do osób proszących o datki – najbardziej nienawidzę chyba żebrania po restauracjach, kiedy ludzie spożywają swoje posiłki, albo po prostu przyszli posiedzieć, spotkać się z przyjaciółmi, rodziną. Nie chcę nikomu mówić jak ma żyć, ale odrobina taktu, kultury raczej zakazuje takowego postępowania. Nie dość, że ludzie głupio się czują odmawiająć, to często miesza się to z zakłopotaniem – bo zdecydowana większość wcale nie chce nic dać i ma poczucie czegoś w rodzaju winy. Niewiele jest ludzi, którzy każą im po prostu sobie iść, już nie mówię o pracownikach restauracji, których na pewno też krępują takie sytuacje. Tak się po prostu nie robi i to chyba jedna z gorszych sytuacji.
Nie lubię też proszenia pod sklepem o pieniądze, czy rzekomego proszenia na bilet do domu, bo sie wyszło prosto z więzienia. No za Chiny nie uwierzę. Szczytem było kiedy 3 osoby niemal jedna po drugiej prosiła mnie na dworcu o kasę na bilet, bo nie dali jej nic na odprawkę z więzienia. Gówno prawda, za przeproszeniem. Sztuczka stara jak świat, a taki co dostanie od Ciebie kasiorkę nawet słowa „dziękuję” nie odpowie i pójdzie w inną stronę niż postój autokarów/busów. Widziałam nie raz na własne oczy. Sama nawet dałam się nabrać w ten sposób za pierwszym razem  i to doświadczenie dało mi nauczkę na przyszłość. „Nie dawać!” Z resztą ja rzadko kiedy nosze gotówkę, jak mam na busa to ostatni hajs, więc świetną odpowiedzą byłoby ewentualnie „jesli masz pan terminal to ci prześlę”, ale po co w sumie. Przecież mam wyliczone na bilet i że tak powiem – „nara”.

Sytuacja zmienia sie kiedy ktoś jest głodny i prosi o cokolwiek do jedzenia kiedy idę do sklepu.. w sumie sytuacja podobna, bo czemu nie robi zupełnie nic by poprawić swój los, ale z drugiej strony ja kocham jeść i jak ktoś jest głodny to mi przykro. No i ostatnio się doigrałam. Nie tylko ostatnio, ale tez parę lat wstecz.

Akcja w Warszawie – spaceruję w centrum, ide do sklepu i dopada mnie jakaś cyganicha z dziećmi czy kupię im cos do jedzenia, bo głodni. Ja – młoda, niedoświadczona i ‚głupia’.. i oczywiście moje wrażliwe serce, które  uległo i poszłam z zamiarem kupienia czegoś małego. A ta matka tymczasem weszła ze mną i zaczęła mi pakować do koszyka jakieś rzeczy! I to nie takie jak najtańsze, tylko z fortunę! No myślałam, że padnę. A jak ciężko sie tłumaczyło, że tego nie kupię, tego też nie.. Bez przesady, ale nie będę kupować największych puszek najdroższej konserwy, chipsów, Sprite, czy Coca-Coli.. Bułka z czymś wystarczy. Przynajmniej tak myślałam. Gdybym nmie miała takiego poziomu empatii to wkurzyłabym się i o wyszła ze sklepu bez słowa. Ale, że sama potrzebowałam kupić kilka rzeczy, to wyszło na to, że zostałam i kupiłam to, co uznałam za słuszne. Ale byłam zła na siebie, że tak się dałam zmanipulować, bo i tak kupiłam więcej niż chciałam i potem niesmak pozostał.

A tymczasem sytuacja z ostatnich dni:
Podjeżdżam do Biedry na rowerze, a tam już zaczajeni jacyś podejrzani. Parkuję rowerową furę i podchodzi taki jeden i mówi:
-„pani.. kupi mi coś pani do jedzenia?
– hmm no jak mi starczy kasy..
– pani no nie umiem kłamac głodny jestem jak %^&$$$
– no dobra coś może się uda
– czyli mam tu czekać?
– tak
– ok to popilnuję roweru.”

Tyle było z tej rozmowy i ..tyle go widziałam. A całkiem sporo jedzenia by dostał, bo parę bułek, jakiś serek topiony i wodę… Ale nie – wychodzę ze sklepu, rozglądam się i nie ma typa. Rower na szczęście był, ale że ja nie jem takich rzeczy jak buły i sery to się wkurzyłam, bo nie miałam co z tym zrobić. Później na szczęście dałam jednemu panu, który buszował na podwórku w pobliskim śmietniku, ale sam fakt, że ktoś rzekomo głodny, prosi, ja mówię że ok, a tu niespodzianka. Nie ma go. Chyba wcale nie był głodny. Chyba nie chciał jedzenia, tylko co innego.

Morał z tego taki, że pozostanę chyba tylko przy lokalnych, sprawdzonych akcjach charytatywnych i nadal będę wspierać ulicznych grajków. Bo robią coś dobrego, miłego dla ucha, dają swoją wartość innym. I tym chyba warto się dzielić. Z resztą to uczciwe rozwiązanie, bo kiedy ktoś sprawia, że czujesz się lepiej, to chyba warto się mu odpłacić. Tak myślę. Ale nie wiem czy jeszcze komuś coś kupię, bo tylko się na tym przejeżdżam. Może jestem zbyt mało asertywna, ale to wszystko skłoniło nie dzisiaj do takich przemyśleń. Jakoś nikt nigdzie nie mówi jak sie zachować w takich sytuacjach i ludzie kierują się zazwyczaj sercem niż rozumem (chyba, bo pewności co do tego nie mam).  Wszystko zależy też od sytuacji.. Ogółem to ciężki i kontrowersyjny temat.
A Wy co sądzicie? Dawać kasę? Kupować jedzenie? Jakie jest Wasze zdanie, doświadczenia  w tym temacie? Ja się wciąż często biję z myślami i bywa i tak, że mam poczucie winy, że jednak nie dam..

Dajcie znać w komentarzach, jestem ciekawa! :)

Ale co jak co – pamiętajmy, że dobro wraca i taka zwykła ludzka pomoc czasem może zdziałać cuda. 

Fox

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Ehh Daguś, ludzie którzy naprawdę potrzebują-nie proszą bo mają swój honor. Wszyscy inni to cfaniaczki którzy mają taki styl życia..:/

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Ehh faktycznie, święta racja! Czemu zawsze na takich cfaniaczków trafiam:(

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        Bo masz dobre serce a oni to czują.

  • Ola

    Ogólnie tez wolę angażować się w zorganizowane akcje- paczki dla dzieci na święta, oddanie ciuchów dla domów samotnej matki, czy zbiórka na schronisko dla zwierzaków – wiem wtedy, ze zrobiłam tyle ile mogłam i wiem, że ta pomoc trafi gdzie trzeba. Ale miałam kiedyś taką sytuację, że akurat wychodząc z bazarku zaczepił mnie pan – w Jego oczach było widać upokorzenie sytuacją, ale prosił o coś do jedzenia bo od kilku dni nie ma pracy i ma nadzieję, że to sytuacja przejściowa i on chodzi i próbuje już wszystkiego. Akurat miałam zakupione 5 bułek dla Szanownego Małżona i powiem Ci, ze jak zawsze odmawiam (z takim poczuciem winy) to wtedy oddałam Mu te bułki. Miał łzy w oczach, przysiadł przy jakiejś budzie i wcinał te bułki z takim smakiem, że miałam wyrzuty że to tylko bułki. . Prawdą jest to, że biedni nie proszą bo czują upokorzenie a Ci co naciągają i oszukują, tylko utrudnili im sytuacje, bo jak tu teraz zaufać? …

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Coś w tym jest, miałam taką sytuację może raz w życiu, że komuś było strasznie wstyd prosić w ogole o pomoc.. Ale zazwyczaj trafiam na ludzi wyłudzaczy, którzy chyba sobie tak żyją po prostu kosztem innych:/
      Utwierdza mnie to tylko przy tym, aby zostać przy zbiorach na konkretny cel. Pozdrowionka i dzięki za Twój komentarz :)

  • Sandra

    W moim przypadku dużo zależy od osoby, która prosi o pomoc. Wstyd się przyznać, ale rzadko decyduję się pomóc. Może to jest kwestia tego, że głównie dzieci chodzą po kawiarniach i nie chcą się odczepić prosząc o pieniądze. Zamiast normalnie podejść i spokojnie powiedzieć o co chodzi są namolni, a tego po prostu nie cierpię. Jednak zawsze kiedy pomagam jest to zrobienie małych zakupów, a nie pieniądze.

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Może nie taki wstyd, tylko wewnętrzne przekonanie, że ten typ chce właśnie Cię oskubać trochę z Twoich ciężko zarobionych pieniędzy – bo tak przecież jest. My zarabiamy, dlaczego oni nie chcą, tylko idą na taką łatwiznę? Nie wierzę, że w jakichś ośrodkach pomocy nie mają szans na lepsze życie i ogarnięcie się, znalezienie pracy itp.
      Namolnych to po prostu nie znoszę..

  • https://oldzette.blogspot.com Oldżette

    A ja nie mam żadnego dylematu widząc żebraków (i też mam tu na myśli typowych żebraków, a nie grajków). Żadne ‚dać pieniądze, czy nie’, jasne, że nie dać. I nie jest mi ich szkoda. Większość z takich ludzi po prostu traktuje żebranie na ulicy jako ‚pracę’ i wyciąga z tego miesięcznie niezłą sumkę.

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Też często widzę, że tak właśnie jest, też im nie daję, z resztą kasy to nigdy, jak już to jedzenie, ale po tym co mnie koleś wystawił to już nawet bułki nie kupię..

  • Iwona Gogulska

    Temat o którym można dyskutować godzinami i poruszać setki jego wątków 😉 U mnie wszystko zależy od sytuacji. Też kiedyś dałam się nabrać chłopakowi na pkp, że go okradli i nie ma na bilet i dałam kasę… A potem spotkałam go tydzień później i znowu żebrał 😉 Problem w tym, że ja sama kiedyś byłam w podobnej sytuacji – zgubiłam portfel i nie miałam jak wrócić do domu, a w najbliższej okolicy nie było nikogo kto mógłby mi pożyczyć te grosze na bilet. Skończyło się dobrze, bo widząc moją panikę podszedł do mnie chłopak i po prostu dał mi te kilka złotych. Ta sytuacja mocno utkwiła mi w pamięci, dlatego myślę, że w tym przypadku nigdy nie będzie sytuacji „czarno-białej”, tylko zawsze będą wszystkie odcienie szarości…

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Oj tak, temat na wiele godzin.. Właśnie te różne sytuacje tak wszystko determinują, najgorzej jeśli ci ludzie nas oszukują i jest to ich sposób na życie. Kurcze, znalazłaś się faktycznie w mega ciężkiej sytuacji, dobrze, że ludzie Ci pomogli, bo mogłoby być niewesoło, a i tak pewnie miałaś przez to wiele stresów..

  • http://zadbanazawodowo.pl/ Natalia Gorzołka

    Serce już dawno skamieniało mi dla nich. Nie miałam jakiegoś konkretnego przeżycia z tą grupą ludzi, aczkowiek żyję już kilkadziesiąt lat i obserwuję. Sama od najmłodszych lat pracowałam na swoje przyjemności, pierwsze sprzęty czy pasje. Dlatego uważam, że każdy człowiek, który oczekuje ekwiwalentu finansowego musi proponować jakąś wartość: śpiewać, grać ect.

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Obserwacja najlepszym nauczycielem! Właśnie i to powinno mi zawsze przyświecać.. sama muszę pracować na swoje przyjemności i nierzadko wiąże się to z wyrzeczeniami, poświęceniem czasu, więc nie będę nikogo finansować już więcej za darmo, nie jestem sponsorem przecież 😀 nawet jeśli była to jakaś drobna kwota..