Trochę oddechu, gdy zewsząd presja… blaski i cienie zabieganego życia

Żyję w ciągłym biegu chyba od zawsze. Od małego miałam mnóstwo zajęć, ale jednocześnie potrafiłam się zorganizować.

Oprócz szkoły, w moim grafiku były jeszcze 3-4 dni szkoły muzycznej i 2 dni zajęć tanecznych. Co ciekawe – zawsze miałam odrobione zdania domowe i przeczytane lektury i bez problemu dawałam radę!

Jak patrzę na to z perspektywy czasu, to sama siebie podziwiam. Z biegiem lat nie było lżej. Wolne były tylko wakacje i ewentualnie weekendy.. można powiedzieć, że pracy się nauczyłam już w dzieciństwie.

Lubię robić COŚ.

Często gęsto analizuję swoje życie i myślę, że lubię dużo robić. Ja w ogóle lubię pracować. Kiedy mam zadania do wypełnienia i odhaczenia. Wtedy czuję, że mój dzień jest efektywny, a ja nie marnuję go na „głupoty”, czy lenistwo (chociaż odpoczywać już się chyba nauczyłam). Ale poza pracą przy biurku, bo długo nie usiedzę w jednym miejscu..

Z drugiej strony to trochę jak błędne koło, bo można się zajechać. Teraz mam jeszcze więcej rzeczy na głowie. Chciałabym mieć czas na wszystko, ale nie zawsze się da.

Nie od dzisiaj twierdzę, że doba ma za mało godzin, bo nigdy w życiu się nie przyznam, że wzięłam na siebie za dużo, czy z czymś nie wyrabiam… No dobra żartowałam, przyznam się i czasem z czegoś rezygnuję.

Co jakiś czas dochodzę do wniosku, że potrzebuję oddechu. Czuję, że wszystko za co się poważnie zabieram zaczyna wywoływać po czasie jakąś taką nieprzyjemną presję, że powinnam coś zrobić.

Znienawidzone uczucie.

To przychodzi z prawie każdym nowym zajęciem, którego się podejmuję i podejrzewam, że nie jestem jedyna. Słowo P R E S J A wywołuje we mnie wstręt, słabość, wycofanie i gęsią skórkę… Kiedy się pojawia, ja uciekam.

Ostatnio czułam presję chyba z każdej strony mojego życia. Shiiit! Nic zdrowego.

Czułam się jak mucha, która wpadła w pajęczą sieć i moją stronę zbliża się wielki pająk, który mnie zje, jeśli nie zdołam się wydostać. Chore.

Przykładowo: zakładając tego bloga, obiecałam sobie, że będę regularnie pisać, udostępniać treści, pracować nad promocją w social mediach,udzielać się na forach i robić jeszcze całą masę innych rzeczy, bo przecież nie samym blogiem człowiek żyje, a jeszcze oprócz tego mam w życiu różne pasje, ale i obowiązki..

I nie skłamię mówiąc, że naprawdę lubię to robić i czuję mega satysfakcję, gdy czytacie, komentujecie, piszecie wiadomości <3 (tak, to ważne!), ale zaczęło się to wiązać też z niezłą presją, by pisać nawet jak nie ma weny, czy czuję się źle.

Jeśliby dodać do tego resztę rzeczy, które mam do zrobienia każdego dnia, wychodzi z tego niezłe kombo.

I to jest właśnie powód mojej nieco dłuższej nieobecności..  nie jest to tłumaczenie się, ale przecież mogę to wykorzystać do opisania z mojej perspektywy – co robić, gdy przydarzy się presja..

Ja najczęściej uciekam. Czasem nie ma wyjścia, albo myślę, że nie ma. Jeśli chodzi o bloga – nie miałam siły nic pisać, bo nie starczyło już dnia. Na chwilę musiałam zmienić priorytety, bo zwyczajnie bym się zajechała. Wiem, że odpoczynek jest baardzo ważny i chwile lenistwa również, dlatego pozwalam sobie na nie.

Oczywiście, że mogłam po prostu pisać i nie skupiać się na pozostałych aspektach blogowania i czasem tak robiłam, ale nie byłam w stanie publikować tych wpisów.. Miałam poczucie, że ugrzęzłam w bagnie moich doskonałych ambicji i nie potrafiłam zrobić kroku, by się z niego wydostać. Czasem po prostu tak jest.

Teraz wychodzę z założenia (wszystko dzięki Pani Swojego Czasu), że „zrobione jest lepsze od doskonałego” i od jakiegoś czasu staram się kierować w życiu właśnie tą zasadą. I nie rozkminiam. Chcę coś zrobić, to robię.. Prędzej, czy później – działam, a najlepiej od razu, jeśli jest taka możliwość. A będzie, co będzie. Lepiej zrobić, niż żałować, że się nie zrobiło.

 

Jak się nie dać presji?

Odpuść, przynajmniej na chwilę. Jeśli nie zrobisz czegoś, od czego nie zależy Twoje życie, to świat się zawali? Myślę, że nie. Odpocznij, przewartościuj delikatnie swoje priorytety, skup się na tym, by dzień wypełniony był rzeczami, które zwyczajnie lubisz robić. U mnie zaczyna się sto sprawdzać. Wierzę też, ze wrócę do regularnego pisania bloga, ale nie pod wpływem presji, tylko potrzeby pisania, a ta jest na szczęście ogromna.

Jak ja radzę sobie z presją?

Jeśli faktycznie muszę coś zrobić – robię to, gdy goni mnie deadline. Ale jeśli nie jest to rzecz, od której zależy np. moje życie, zdrowie, inna ważna sytuacja – odpuszczam. Więcej odpoczywam. Kiedy chce mi się spać – idę spać. Kiedy mam możliwość idę a rower i robię szybką przejażdżkę. Chodzę na spacery (sama również!).  Pozwalam sobie również na Day OFF – i było takich kilka weekendów. Telefon używałam głównie do robienia zdjęć, gdy pogoda była cudna. Social media poszły na bok i przyznam, że nie miałam szczególnej potrzeby do nich wracać. Poczułam, że mam więcej czasu i mogę pooddychać pełną piersią.

Poniedziałki prawie zawsze mam wolne – nie lubię czuć poweekendowej presji pracy. Czasem bywa tak, że nie robię nic szczególnego, ale nie lubię się do tego przyznawać #ups.. Po prostu spokojniej wchodzę w nowy tydzień, czasem trochę popracuję na komputerze, ogarnę logistycznie grafik, zajmę się papierkową robotą, poczytam interesujące mnie artykuły, czy pouczę się czegoś z dziedziny, która mnie interesuje.

Jeśli chodzi o moją pracę – na szczęście nie mam normy godzinowej, którą muszę przepracować. Jeśli będę pracować mniej – to i mniej zarobię, ale jestem tego świadoma. Czasem ważniejszy jest po prostu spokój, czy odespanie wszystkiego,

Zdaję sobie jednak sprawę, że większość ludzi musi przepracować te 5 dni w tygodniu, czasem więcej.. więc jeśli chodzi o luźne poniedziałki, to w miarę możliwości można je sobie zafundować w pracy na swój sposób:) Trzeba do tego podejść indywidualnie – jeśli nie w pracy, to chociaż po.

Oprócz tego – wypisuję sobie najważniejsze rzeczy jakie mam do zrobienia w danym dniu i głównie ich się trzymam, ale nie robię presji godzinowej. Lubię odhaczać. ✔

W tym wszystkim chodzi głównie o to, by zadbać o siebie i swoje potrzeby. Mimo, że na co dzień o tym może nie myślisz, to warto. Czasem w natłoku spraw życia codziennego zwyczajnie o sobie zapominamy, a stąd może się brać później frustracja, czy przemęczenie..

Pierwsze co zrobię po ciężkim dniu to odpocznę w najbardziej przystępny sposób jaki przyjdzie mi na myśl . Nie skupiam się nad tym, co jeszcze muszę na gwałt zrobić, tylko dam sobie luz. Czas na pobycie z innymi, rozmowę, kawkę w miłym towarzystwie, czy nawet całonocne tańce, które działają na mnie jak terapia, bo wywaliłam z siebie nagromadzony stres. 😀

Uważam też, że jeśli masz pasję, to warto się na niej skupić, gdy chcesz odpocząć. W końcu robienie czegoś, co się lubi/kocha działa odprężająco, motywująco i podnosi endorfiny!

Jeśli mam za co, to nie mam nic przeciwko wypadowi za miasto, najchętniej w góry. Tam głowa odpoczywa jak nigdzie indziej i uczucie presji schodzi na bok.❤

Życie nie jest po to, by każdego dna zajeżdżać się w robocie i ciężko pracować bez chwili wytchnienia. Nie po to istnieją te wszystkie piękne kraje, budowle, aktywności, które możemy wykonywać, czy atrakcje, z których można korzystać. Po coś przecież to powstało, więc dobrze jest odetchnąć głęboko i skorzystać trochę z życia, bez wyrzutów sumienia.

#Amen :)

A Ty jak radzisz sobie z potęgującą presją? Chętnie poznam różne inne tajniki, które mogą pomóc w tej nierównej walce, bo dla mnie czasem ucieczka to jedyne wyjście..

P.S. Teraz już będę częściej wracać!

Ściskam,

Fox

PODSUMOWANIE WYZWANIA CZERWIEC W RUCHU

Lubicie wyzwania? Ja bardzo, zawsze to okazja do sprawdzenia siebie i swojego charakteru, czy powalczenia o coś. Ja właśnie jedno skończyłam, być może domyślacie się co – bo na social mediach wrzucałam czasem hashtagi #czerwiecwRuchu, które miały zwrócić uwagę na to, że coś się właśnie dzieje 😀

Wiem, że trochę późno, ale czas najwyższy na podsumowanie wyzwania „Czerwiec w ruchu, organizowanego przez Panna Kwiatkowska, które trwało cały zeszły miesiąc. (więcej…)

#SAMOLOTEM DO CHORWACJI – PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI

Wpis powstał  z potrzeb wiedzy, bo dostaję masę pytań o nasz ostatni wyjazd na wakacje do Chorwacji :-) Wychodzę więc na przeciw: dzisiaj dowiesz się jak prosto jest zaplanować wakacje jadąc nawet w miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byłeś i bez pomocy biur podróży, które zgarniają całkiem zacne prowizje. Uwierz, że ty też możesz planować swoje wycieczki, wystarczy chwila czasu (czasem trochę dłuższa) i można mieć naprawdę super wakacje nie płacąc fortuny. (więcej…)

#NIE PYTAM, BO BOJĘ SIĘ ODMOWY

Temat tegoż wpisu objawił mi się jak zwykle podczas niezwykle ważnych czynności życiowych, mianowicie pod prysznicem, gdy brałam wieczorną kąpiel. Dziwne, że w ogóle zapamiętałam, jak miało to brzmieć, bo zazwyczaj gdy wpadam na genialne pomysły w takich sytuacjach, to większość z nich niestety wylatuje razem z wodą do odpływu i dlatego pewnie nadal nie jestem milionerem..
(więcej…)