rene-bohmer-371367-01

Ludzie zombie i monotonia codzienności

Dziś mam taki dzień przemyśleń. Dużo rozmów o życiu, sporo obserwacji, przeprowadzonych dialogów i związanych z tym rozkmin.

Ja wiem, że jesień jest szara, bura, ponura i generalnie dramat. Ludzie popadają w czarne dziury – sama popadam w nie nie raz, czasem dość głęboko, że aż ciężko z tego gówna wyjść, więc doskonale wiem o co chodzi: nic się nie chce, czekamy na słońce, na lepszy dzień, na weekend, na przyjazd kogoś bliskiego, na wyjazd gdzieś daleko i tak do usranej śmierci. Czekając umieramy, bo już nigdy nie będziemy młodzi tak jak dzisiaj.

Czekając pomijamy piękne chwile, które przecież możemy przeżywać już teraz. Bo dlaczego by nie? Na jakiej podstawie chwila obecna ma być gorsza od jakiegoś dnia w przyszłości?

Osobiście uważam, że w życiu nie chodzi o czekanie, tylko o poszukiwanie właśnie tych pięknych chwil. Samo życie jest za krótkie na pastwienie się nad sobą, użalanie i czekanie kiedy nadejdzie lepszy moment.

Żeby było jasne – każdy z nas ma prawo do gorszych dni, bo różne rzeczy się w życiu dzieją, to prawda. I czasem potrzebujemy czasu na naprawienie zbolałej duszy, ale cholera, nie czyńmy tego przez całe życie, bo go nam zabraknie na te dobre momenty.

Dzisiaj też doszłam do wniosku, że to na co przeznaczam większość swoich pieniędzy, to właśnie na te dobre momenty: podróże, wyjazdy, pyszne jedzenie, czy dobra kawa w miłym towarzystwie, karnet na zajęcia taneczne, światełka, świeczki.. takie rzeczy które faktycznie umilają życie.

Co ciekawe – najbardziej szkoda mi kasy na ubrania, mimo, że uwielbiam eksperymentować z modą i fajnie się ubrać. Nie przekonuje mnie, że mogę mieć konkretną rzecz przez rok, dwa, trzy.. nie wiedzieć czemu mniej boli mnie wydanie dwóch dych na coś pysznego.. coś, co zaraz zniknie, ale przez moment było tak miło.. Ale czy to do końca dziwne? Chodzi o uczucia! 😀

Oczywiście ciuchy też mogą sprawiać radość, ale dla mnie akurat to nie to samo. Nie ma złej chwili na pozytywne przeżycia. Właśnie o to chodzi, by było jak najwięcej radości i pięknych chwil.

deanna-ritchie-227649

To wszystko daje mi też pasja, pokonywanie swoich słabości, robienie kolejnego kroku, trenowanie, by być lepszą w tym co robię. Inspirują mnie ludzie, którzy dążą do swoich celów. Tak po prostu skupiają się na czymś, poświęcają temu czas, zamiast bezmyślnie chodzić po galeriach, czy siedzieć przed tv oglądając trudne sprawy. Ich dzień jest bardziej urozmaicony, śmiem nawet twierdzić, że się nie nudzą, bo zawsze mogą po prostu poświęcić czas na coś, co lubią robić. Czynnie.

Góry

Dla mnie człowiek bez pasji to taki człowiek zombie. Żyje sobie bez celów, marzeń.. każdy dzień to monotonia i czekanie na jakiś „lepszy czas”. Szare masy zombie płyną przez miasto z nieobecnym wzrokiem, tępo wpatrując się przed siebie, a gdy zaczepisz taką osobę, to albo się wystraszy, bo obudzisz ją z transu, albo machnie na ciebie ręką, jak na jakąś muchę i pójdzie dalej. Przykłady z życia wzięte, non stop dzisiaj takie widziałam chodząc dobre kilka godzin przez miasto.

I nie jest to widoczne tylko na ulicach, ale i w samym zachowaniu na co dzień. Zero kreatywności, chęci, by cokolwiek zmienić, by było lepiej. Ciekawiej. Żeby życie było fajniejsze, bo przecież jest dobrze tak jak jest, po co się wychylać..

Na przykład wczoraj pokazałam mojej mamie tańczące 50+ cheerleaderki (uwaga: z Polski! zespół Happy Ladies z Leszna). Obie się zachwycałyśmy, uśmiech sam cisnął się na usta, bo te babeczki były niesamowite. Widać, że to co robią sprawia im radość i ja to szanuję. Sama chciałabym być tak aktywna w ich wieku i mieć do siebie tyle dystansu i pasji w sobie. Tymczasem większość kobiet nawet już po trzydziestce uznałaby to za wariactwo, albo coś niedorzecznego.

I faktycznie tak jest, bo gdy mama opowiadała o tym dzisiaj w pracy, to koleżanki spojrzały z niedowierzaniem, zrezygnowaniem i raczej pogardą na tego typu aktywności, a tym bardziej zakładanie krótkich kiecek i machanie pomponami, nie wspominając już o wysoko podniesionych zgrabnych nóżkach. Dla nich to właśnie jest niedorzeczne i niezrozumiałe, że ludzie mogą mieć pasję i robić  życiu coś jeszcze poza pracą i obowiązkami, które wcale nie sprawiają, że jest ciekawiej, bo dopiero pasja ubarwia życie na całego.

Ludzie

I to też jest to, o czym mówię: szare masy, żyjące w szarej, smutnej monotonii. Nawet im do głowy nie przyjdzie, że można inaczej. Nie wiem czyja to wina i co poszło nie tak, ale nie chcę, by takie zjawisko się rozprzestrzeniało. Przede wszystkim nie chcę, by moje własne życie tak wyglądało.

Kiedyś nazwałam ten stan „nicniechcenizm zaawansowany”. To plaga dzisiejszych czasów. Obracanie się w takim środowisku grozi szybkim zarażeniem się i stanowi zagrożenie dla twoich miłych chwil w życiu.

Zauważyłam też, że strasznie ciężko walczy się z zombie w pojedynkę. To jak odbijanie się od ścian – ty chcesz zrobić coś dobrego dla ludzi, pokazać, że można mieć od życia coś jeszcze, a oni są tak zablokowani i zaaferowani swoim życiem w jednym wielkim obowiązku i presji, że nic innego nie dociera.

I nadal siedzą w domach tonąc w niekończącej się szarej codzienności, zamiast wychylić się trochę bardziej, by  wypaść z okna monotonii w kolorowszą przestrzeń fajnego, ciekawego życia,  którym uśmiech i pozytywna energia są na porządku dziennym.

egzon-bytyqi-310216

Dzięki takim małym przyjemnościom.

Każdy ma jakieś. Albo tylko wydaje mi się, że powinien mieć. A jak to jest z Tobą? Kiedy ostatnio dałaś się ponieść swojej pasji, czy czemuś, co po prostu powoduje szeroki uśmiech na twarzy?

P.S. A teraz wracam o oddawania się najfajniejszej życiowej czynności, wyrytej nawet na tapecie mego telefonu, czyli „bezczelnie cieszę się chwilą”. Polecam serdecznie!

Fox