neonbrand-392976-unsplash-01

Sklepowe ściemy, czyli jak robią nas w balona.

To jest ten dzień. Robisz zwykłe zakupy przed pracą/po pracy.. wiadomo – rutynowa sprawa, nie wymagająca żadnych szczególnych umiejętności. No może jednak mile widziane są podstawowe zdolności matematyczne, ale tylko po to, żeby nie dać się zrobić  w balona i w miarę ogarnąć ile tym razem przepuścimy hajsiku. Jeśli o to nie dbasz, to nawet takie sprawności są zbędne, ale do rzeczy.

Tego typu wpisy zawsze powstają pod wpływem.. hmm.. wku*%$^&$. Chciałam to ładniej napisać, ale emocje mi na to nie pozwalają, bo aż dym z uszu mi leci 😉

Zacznijmy od początku. Historia jest krótka, ale treściwa. Mianowicie idę zrobić tzw. szybkie zakupy, żeby mieć co jeść w pracy, w trasie.. Nie mówię o tym, że jeśli mam mało czasu i jak widzę kolejki przy kasach, to dochodzi do tego mała nerwówka.

Wiadomo, szukam raczej produktów  przystępnych cenowo, w miarę fit, w miarę healthy, żeby nie karmić się śmieciami i mieć poczucie, że jem coś wartościowego. Nie mówię ile myślenia mnie to kosztuje, bo niestety zazwyczaj nie mam pojęcia co przetrwa podróż. Np. banany zawsze kończą tragicznie, ale mimo to zawsze je kupuję..

Zazwyczaj wybór pada też na wafle ryżowe, żeby mieć co przegryźć, a jeśli wybitnie nie mam ochoty na suche, to wybieram te z gorzką czekoladą. No i w tym wszystkim właśnie o te wafle się rozchodzi. Nie jest to najtańsza rzecz, a zazwyczaj mam do wyboru dwie, max. trzy firmy. No ki kiedy widzisz, że 4 sztuki wafli w gorzkiej czekoladzie kosztuje 2,49 zł to się nie zastanawiasz, tylko bierzesz bez gadania! No to z szybkością błyskawicy wylądowały w koszyku, a ich nowa przyszła właścicielka (czyli ja we własnej osobie) wręcz frunę z zadowolenia do kasy, że trafia mi się tak nieprawdopodobna okazja. 😉

Jaka szkoda tylko, że ta radość zostaje tak brutalnie przerwana przez panią przy kasie, która oznajmuje, że do zapłaty za wafle jest 3,99.

Szok i niedowierzanie.

Pytam dla pewności: „ILE????” „A one nie kosztują 2,49? Przecież cena była na czerwono w promocji….”
Na co ona ze stoickim spokojem ” To proszę wrócić do sklepu, zrobić zdjęcie ceny i ustawić się do kolejki przy obsłudze klienta z reklamacją.

„OH REALLY?!” Nosz cholera jasna, sorry, ale z waszym sklepem jest zdecydowanie coś mocno nie tak. Pociąg mi zaraz odjeżdża, ja robię szybkie zakupy i na pewno mam full czasu, by ustawiać się w kolejki, żeby mi oddali moje ciężko zarobione 1,50 zł, no nie.

Sam fakt, że do obsługi klienta stało z 10 osób o czymś świadczy. Sprytne zagranie Panie Kerfur. Gra wyłącznie dla ludzi o anielskiej cierpliwości, którzy mają czas na kłótnię o swoje grosze, które się nie zgadzają.

Jestem cierpliwa, ale bez przesady. I o takich akcjach będę mówić, bo mi się tnie podoba takie traktowanie klientów i robienie z nich głupków. Albo mieliście masowe błędy i niezmienione ceny, albo był to zabieg celowy, a na pewno tak to wyglądało.

neons

Photo by Owen Kemp on Unsplash

A skoro już mowa o robieniu w balona, to warto wspomnieć o sztucznym zawyżaniu cen i rzekomym promocjom. Nawet nie mówię, ile razy się z tym spotkałam. Jeśli ktoś choć minimalnie orientuje się w konkretnych sklepach, to mniej więcej pamięta ile dana rzecz kosztowała. Gdy przychodzi do zniżek, to okazuje się, że są niewiele mniejsze niż cena początkowa, która została zawyżona i co? I mamy piękny zabieg marketingowy, działający na podświadomość, bo „przecież to jest aż o 50% tańsze, WOW! No grzech nie skorzystać!” OH.. REALLY?!

and

Photo by Kirstyn Paynter on Unsplash

I kolejna rzecz, która się tyczy nawet bardziej samych producentów żywności, niż samych w sobie sklepów. Chodzi mi o oznaczanie produktów jako FIT, ZDROWY, BEZ DODATKU CUKRU, BIO, NATURAL, AROMAT IDENTYCZNY Z NATURALNYM itp.
A gdy przyjrzysz się składowi tych produktów, to najczęściej naszpikowane są chemią i gdy go czytasz, to końca nie widać. Niektórych słów nawet nie rozumiesz, ale przecież z przodu na opakowaniu jest napisane FIT, to musi być zdrowe i odżywcze. Niestety zazwyczaj nie jest i warto mieć kontrolę i nie dać się i w takim przypadku zrobić w balona.

To pewnie tylko nieliczne przykłady tego okropnego zjawiska, ale stwierdziłam, że warto nagłaśniać takie sprawy i wyrażać jakikolwiek sprzeciw. Jeśli siedzimy cicho, to nic się nie zmieni i dalej będą w nas pompować te swoje bzdury niczym powietrze w balona.

Teraz pytanie do Was, czy zauważyliście w swoim życiu takie sytuacje? Może jeszcze inne akcje Wam się przytrafiły? Dajcie koniecznie znać, bo może kiedyś uda się zatrzymać tę pędzącą karuzelę nie-śmiechu.

Pozdrawiam,

Oburzony Fox

  • http://socjopatka.pl Dagmara | socjopatka.pl

    Oburzony Foxie, niestety sklepy robią co mogą żeby nas oszukiwać. Składy zawsze trzeba czytać, bo nigdy nie wiadomo co kryje sie za napisem z wierzchu, a on zawsze jest obietnica najlepszego. Na przykład mnie do dziś frustruje fenomen żółtych serów, o którym wiele osob nie ma pojęcia. Jezeli na paczce nie jest napisane „ser” tylko np „gouda”, „edamski” to to obok sera nawet nie stało i to jakiś dziwny wyrób sercopodobny. Kiedys nie miałam o tym pojęcia. Wydawało mi się, że skoro „gouda” to „ser” …. niestety nie :/

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Oj tak.. Fakt! Zapomniałam o tych przykładach! To się tyczy i serów masła. Często widzę coś a’la kostka masła, ale bez słowa „masło” np widnieje tylko napis „wiejskie” i okazuje się, że to jakaś przykra mieszanka tłuszczy :( w sumie od dawna to obserwuje, ale po akcji z kerfurem to jestem bardzo oburzona i aż musiałam się wyżyć tutaj ?
      Już nie wspominam o lekach, ale przemysł farmaceutyczny to gruby temat.. :p

  • http://nicnapowaznie.blogspot.com/ MC

    Do umiejętności zakupowych dodałbym właśnie uważne czytanie etykiet również z przodu. Ja zawsze jak o tym zapomnę, kupuję coś, czego nie chcę 😛 Ostatnio strasznie się zirytowałam (na siebie) bo wymarzyłam sobie kabanosy na taki cheat meal, specjalnie poszłam do sklepu itd. Kiedy wróciłam do domu i zdałam sobie sprawę, że pomyliłam klasyczne z cebulowymi prawie dostałam zawału :'(

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      A to fakt! Dzięki, że i tym wspominałaś :) jejku.. Biedna:( kasa do kosza poszła?

      • http://nicnapowaznie.blogspot.com/ MC

        Taak, razem z moim marzeniem o przekąsce z kabanosów 😛

        • http://foxintheforest.pl dagafox

          O nie..najgorzej! Współczuję 😡

  • Klaudia Jelcz

    Ja tam bardziej od Pana Kerfa nie lubię Pana Tesko. Tam to dopiero jest zamieszanie z cenami… Całkiem niedawno będąc w jednym z C.H weszłam z siostrą żeby kupić na wieczór lody. Jakieś gorsze dni i zwykła zachcianka. Wzięłam kubek oreo chyba 200 ml. Cena jaka była przy lodówce coś ok 5 zł. Żadnej innej tam nie było odnośnie tych lodów, a i żadnych innych o smaku oreo też nie widziałam. Przy kasie biorąc inne pierdoly usłyszałam kwotę ok 40 zł. Biorąc paragon szybka kalkulacja, że „czemu tak dużo!!” jak się okazało 200 ml mojej przyjemności na wieczór kosztowało AŻ 17 ZŁ… W drodze do punktu reklamacyjnego spojrzałam na skład.. No samych ciastek oreo z prawdziwą wanilia tam nie było, żebym miała za to tyle płacić. Poszłam poinformować Pana że chce to zwrócić i że fajnie gdyby takie ceny były oznaczone. Facet(bo był bardzo chamski) kazał mi pójść z nim przez cały sklep żebym pokazała miejsce… Usłyszałam „a faktycznie nie ma”. No nie ma… Pytam i co. Teraz!? „no chyba zwrot tylko” – „to proszę” i znów musiałam dojść przez cały sklep z tymi lodami, które swoją drogą zdążyły się roztopic, ale pan z łaską oddał mi moje 17 zł…

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      O dzizas… Straszne to jest! I pewnie w większości przypadków myślą, że ludzie będą mieć w dupie, albo nie będzie im się chciało poświęcać czasu na wymianę, zwroty itp.. Smutne, że takie rzeczy się dzieją bo odechciewa się cokolwiek kupować i traci się zaufanie do tych wszystkich marketów, producentów itp itd.. Eh
      A Wam Dziewczyny współczuję.. Miała być fajna zachcianka, ale oczywiście musieli to zniszczyć. Bardzo nie szanuję :(

  • http://blingblingmakeup.blogspot.ch/ princess.malpka

    Niestety wydaje mi sie ze to bardzo czesty chwyt marketingowy z tymi obnizkami 50% 😉 Dlatego ja nie szaleje na wyprzedarzach nie robi mi roznicy czy karteczka bedzie czerwona czy nie. Kiedys zauwazylam jak pani nad cena wypisuje inna o wiele wyzsza i ja skresla hahahaha 😉

  • http://fitkola.blogspot.com/ fitkola

    Na magiczne drogeryjne promki pt. „Podwyższę cenę i machnę -50%” nie daję się złapać, bo ogarniam internetowe ceny, które niejednokrotnie są niższe niż te „mega promocyjne” w sklepach stacjonarnych. Niezgodność ceny na etykiecie z tą przy kasie to niestety również bardzo częsta praktyka. Sama łapię się na tym, że niejednokrotnie zdarza mi się machnąć ręką na to przysłowiowe „pisiont” groszy, bo bardziej szanuję swój czas, który mogłabym stracić, stojąc w kolejce do BOK-u niż te kilka groszy. Nie zmienia to jednak faktu, że brzydzę się tego typu oszustwami :/.

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Permanentnie!! Jak nie na cenie to właśnie na składzie! Grr?!!

    • http://foxintheforest.pl dagafox

      Kurczaki, najgorzej! Bo nie jestem sama, tylko, że to się zdarza ciągle… Grrrr!!

      • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

        Trzeba cały czas mieć się na baczności- bez kit!

  • http://pixelkolor.pl Jola (Pixel Kolor)

    Wczoraj w sklepie mieliśmy kupić prażone pestki dyni z solą. Człowiek skoro musi, czyta skład. Potem pół wieczoru zastanawialiśmy się, dlaczego w składzie pestek z solą jest pszenica. W sumie doszliśmy tylko do tego, że bardzo nas zawiedli, dodając pszenicę do pestek. Jeszcze śladowe ilości, ale tak bezpośrednio dodać. Przez przymus omijania glutenu już tylko dziwnych rzeczy w składach czytałam. Mąkę do śmietany też dodają. Ostatnio jednak widziałam śmietanę z olejem palmowym, chyba nawet tym utwardzonym.

  • http://www.makehappylife.pl Make Happy Life

    O tak podwyższymy cene i damy promocję – skąd ja to znam. Moja dawna pracodawczyni tak robiła w sklepie odzieżowym. Ludzie znają ceny, a tylko sklepy same od siebie odpychają. Nie lubię oszustwa i uważam, że skoro jest dana cena przy produkcie to za tyle powinno to być sprzedane 😉